Poniedziałek rano, dyspozytor układa tydzień. Przeciąga zlecenie z bufora na czwartek, a ono ląduje na dzisiaj o północy i znika z planu, zanim ktokolwiek zdąży to zauważyć. Takie drobiazgi kosztują więcej nerwów niż poważne awarie, bo powtarzają się codziennie. 3 sierpnia 2026 wypuściliśmy zestaw zmian, które usuwają kilka z nich z codziennej pracy.
Kalendarz dyspozytora: zlecenie zostaje tam, gdzie je upuszczasz
Przeciąganie zlecenia z bufora na kalendarz ustawiało błędną datę. Zamiast trafić w wybrany dzień i godzinę, zlecenie lądowało na dzisiaj o 00:00. Dyspozytor musiał je odszukać i poprawić ręcznie, a jeśli tego nie zauważył, technik po prostu nigdzie nie jechał. Poprawiliśmy to. Zlecenie zapisuje się dokładnie tam, gdzie je upuścisz.
Druga zmiana dotyczy okien, które pojawiają się po dwukliku — w zlecenie albo w puste miejsce w kalendarzu. Były szerokie i prawie puste, z trzema przyciskami wciśniętymi w lewy róg i bez informacji, którego zlecenia dotyczą. Teraz jest to zwarta lista. Każda pozycja ma ikonę, nazwę i jedno zdanie wyjaśnienia, co się stanie po kliknięciu. W nagłówku widać numer zlecenia i godziny. Usuwanie odsunęliśmy od pozostałych opcji, żeby trudniej było trafić w nie przez pomyłkę.
W codziennej pracy oznacza to mniej cofania, mniej poprawek i pewność, że klikasz w to zlecenie, o którym myślisz.
Formularz zlecenia otwiera się szybciej
Zgłaszaliście, że dodawanie i edycja zlecenia „czasami długo się wykonuje”. Sprawdziliśmy to na działającym systemie. Samo okno pojawiało się szybko, ale zanim formularz był gotowy do wypełnienia, mijały średnio ponad 3 sekundy. Co dwudziesty raz — ponad 5.
Przyczyna była prozaiczna. Przy każdym otwarciu formularza system pobierał od nowa te same listy: działy, statusy dodatkowe, pracowników, obserwatorów i urządzenia. To dane, które zmieniają się raz na kilka dni, a pobierane były po kilkadziesiąt razy dziennie. Teraz system zapamiętuje je na 10 minut i przy kolejnym otwarciu sięga po gotowe.
Jedno zastrzeżenie. Po dodaniu nowego działu czy pracownika zmiana jest widoczna od razu. W rzadkich sytuacjach może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut — wtedy wystarczy odświeżyć stronę.
Zdjęcia z telefonu trafiają na protokół
Część zdjęć robionych telefonem zapisywała się bez poprawnego oznaczenia typu pliku. Efekt był taki, że zdjęcie było w systemie, ale nie pokazywało się na protokole. Technik miał dowód wykonanej pracy, a klient go nie widział. Przy reklamacji to właśnie zdjęcie bywa jedynym argumentem.
Teraz system rozpoznaje typ pliku po jego zawartości, a nie po opisie, i poprawia oznaczenie automatycznie. Działa to niezależnie od tego, jakim telefonem pracuje technik i w jakich ustawieniach robi zdjęcia. Nikt w firmie nie musi nic robić ani przesyłać ponownie. Zdjęcia po prostu są tam, gdzie mają być: w protokole, który dostaje klient.
Przekazanie zlecenia i kilometry w raportach
Rozliczenie z podwykonawcą albo z technikiem z sąsiedniego regionu zwykle kończy się ręcznym liczeniem. Kiedy zlecenie przeszło w inne ręce i ile kilometrów trzeba było przejechać.
Do szablonów raportów własnych doszły dwa znaczniki. Pierwszy wstawia moment przekazania zlecenia innemu pracownikowi. System zapisuje teraz tę datę, więc jest skąd ją wziąć. Drugi liczy odległość dojazdu z adresu pracownika pod adres zlecenia i podaje ją w kilometrach.
Kto rozlicza się z podwykonawcami od zlecenia albo dopłaca za dojazd, ma te dane od razu w raporcie, zamiast składać je z kalendarza i mapy. Znaczniki wstawia się do własnego szablonu tak samo jak pozostałe, więc raport, którego już używacie, wystarczy uzupełnić o dwie pozycje.
Dodatkowy technik z pełnym opisem zadania
Gdy dopisywaliście do zlecenia kolejnego technika, formularz nie miał pola „Dodatkowy opis”, a wpisana wcześniej treść ze zlecenia głównego nie zostawała. Druga osoba jechała więc z samym adresem i dzwoniła po szczegóły.
Pole jest z powrotem na swoim miejscu i zapisuje się poprawnie. Ustalenia z klientem, numer piętra, kod do bramy czy uwaga o dostępie do kotłowni zostają przy zleceniu, zamiast krążyć po telefonach.
Uprawnienia widoczne na liście użytkowników
Sprawdzenie, kto jest administratorem, kto dyspozytorem, a kto pracownikiem terenowym, wymagało wejścia w edycję każdego konta po kolei. Przy kilkunastu osobach to kwadrans klikania, a robi się to zwykle wtedy, gdy jest najmniej czasu.
Na liście użytkowników pojawiła się kolumna „Uprawnienia”. Rolę każdej osoby widać z jednego ekranu. Przydaje się przy przyjmowaniu nowego pracownika i przy porządkach po odejściu kogoś z zespołu.
Zmiany są już dostępne
Wszystko, co opisaliśmy wyżej, działa w Fieldworkerze od 3 sierpnia i nie wymaga żadnej instalacji ani włączania. Jeśli w Waszej codziennej pracy coś nadal zabiera więcej czasu, niż powinno, napiszcie do nas — większość powyższych poprawek zaczęła się od takiego zgłoszenia.




